Szanowny Widzu Heliosa,

Na naszych stronach używamy technologii, takich jak pliki cookie, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również nasi Zaufani Partnerzy, którzy chcą reklamować treści dopasowane do Twoich preferencji. W związku z wejściem w życie od 25 maja 2018 roku Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane popularnie jako „RODO”) chcielibyśmy zapoznać Cię z poniższymi informacjami zanim przejdziesz do naszej strony. Klikając w link „Przejdź do strony” lub zamykając to okno lub korzystając dalej ze strony zgadzasz się na postanowienia opisane tutaj.

Przejdź do strony »

Wydarzenia

Szczegóły

Kultura Dostępna / krytyk poleca

Kultura Dostępna / krytyk poleca

Krytyk filmowy i teatralny Łukasz Maciejewski co tydzień będzie Państwu polecał najnowsze propozycje filmowe w ramach Kultury Dostępnej.

KUP BILET – WCZEŚNIEJ KUPUJESZ, WIĘCEJ ZYSKUJESZ

Wrocław – Helios Magnolia Park
ZUPA NIC
ZUPA NIC

Od lat: 15, Czas trwania: 94 min.
Produkcja: Polska [2021]

Zwiastun

Treść

ZUPA NIC
REŻ. KINGA DĘBSKA

„Zupa nic”, najnowszy film Kingi Dębskiej, wpisuje się w falę kina świadomie nostalgicznego, oswajającego na swój sposób rzeczywistość PRL'u.

Podczas ostatniego, całkiem zresztą udanego festiwalu w Gdyni, raz po raz przecierałem oczy ze zdumienia i podświadomie wyczekiwałem aż po raz kolejny wysłucham z ekranu szlagierów Maanamu, Izabelli Trojanowskiej, lub „Dmuchawców, latawców, wiatru” Urszuli. W najnowszym polskim kinie prawie nie ma tematów współczesnych, są za to liczne wycieczki w stronę przeszłości. Była bezpieczna, wydaje się oswojona.

I taka właśnie jest „Zupa nic”. Reżyserka, specjalizująca się w tak zwanym „kinie środka”, spogląda na przeszłość pobłażliwie. Nie ma ochoty, a może i temperamentu, na rozliczanie się z dorastaniem w czasie komuny. Jeżeli w jej filmie pojawiają się tematy społeczne (żona działa w „Solidarności”, mąż mało jest opozycyjny), stanowią jedynie budujący komediową narrację ornament, nie stanowią przestrzeni budującej jakiekolwiek głębsze znaczenia. W ogóle „Zupa nic” nie pretenduje do kategorii głębokiego psychologicznego czy socjologicznego portretu społecznego. Nic z tych rzeczy. To nie jest film o polityce, nie jest również tytułem o szarzyźnie komuny. Przeciwnie, w czasie po pandemii (premiera odbyła się w sierpniu tego roku), „Zupa nic” miała dawać widzom relaks, uśmiech, poczucie odprężenia. Zamysł się powiódł. Większość kinomanów wychodziła z kina uśmiechnięta.

Kinga Dębska podkreślała w wywiadach, że w filmie opowiada w gruncie rzeczy swoją własną historię. W scenariuszu konsultowanym z dramaturżką Olgą Śmiechowicz, pokazuje własne idylliczne dzieciństwo. Nie potrzeba było wiele: perspektywa dziecka nie dostrzega rewolt politycznych, społecznych, obyczajowych. Widzi to, co na wyciągnięcie ręki. Energiczną mamę, gapowatego tatę, fertyczną babcię, psotliwą siostrę. Na małym metrażu, wśród ciągłych utyskiwań, przekomarzanek, kwitnie miłość rodzinna. Nie mówi się o tym głośno, ale to wszystko się czuje. W filmie tę przyjazną aurę wyczuwa się natychmiast.

Mniejsza o fabułę, „Zupa nic” nie jest żadną konsekwentnie poprowadzoną opowieścią. Ta historia nie prowadzi do widowiskowej pointy, nie daje poczucie koherentności, nie pretenduje też do historyczno-socjologicznej rekonstrukcji czasów. To są w zasadzie scenki z życia PRLu. Niektóre wydają się oryginalne, inne – jak rytualne otwieranie paczek z Zachodu, albo kolejki po wszystko i po nic – wpisują się w zbiorową ikonografię PRL'u. W filmie Kingi Dębskiej poszczególne skecze znajdują swoje miejsce w dużym stopniu dzięki dyspozycji aktorów. Na Kingę Preis, z którą Dębska pracuje po raz kolejny, wcześniej był „Plan B”, zawsze patrzy się z przyjemnością; Adam Woronowicz po raz kolejny ujawnia wielki talent komediowy, ale chyba największym aktorskim objawieniem filmu jest kreacja Ewy Wiśniewskiej jako babci. Wiśniewska, ikona polskiego aktorstwa, jest w „Zupie nic” witalna, autoironiczna i bardzo współczesna. Słodko-gorzka, smutno-zabawna, po prostu wspaniała.

Łukasz Maciejewski - filmoznawca, krytyk filmowy i teatralny. (foto: Marcin Oliva Soto)
Członek Europejskiej Akademii Filmowej, Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych ("AICT") oraz Federacji Krytyków Filmowych ("Fipresci"). Dyrektor programowy festiwalu "Kino na Granicy" w Cieszynie. Wykładowca na Wydziale Aktorskim w Szkole Filmowej w Łodzi. Autor wielu książek ("Przygoda myśli", "Aktorki. Spotkania", "Wszystko jest lekko dziwne", "Flirtując z życiem"), stały współpracownik kilkunastu czasopism, ekspert Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, telewizji HBO, stały komentator "Tygodnika Kulturalnego" w TVP Kultura. Laureat wielu nagród i wyróżnień dziennikarskich: między innymi statuetki "Uskrzydlony", "Dziennikarskiej Weny" oraz "Złotej Róży" za "nową jakość w krytyce filmowej". W 2015 opublikował tom esejów "Aktorki. Portrety"