Informacja o plikach Cookie

Nasza strona korzysta z cookies i pochodnych technologii m.in. w celach statystycznych, reklamowych, badawczych oraz dostosowania jej zawartości do potrzeb użytkowników. Używanie witryny bez zmiany dotyczących ich ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż pliki cookies będą przechowywane na Twoim urządzaniu. Zawsze jednak możesz zmienić te ustawienia . Dodatkowe informacje znajdziesz w naszej Polityce prywatności.

Wydarzenia

Szczegóły

Kultura Dostępna / krytyk poleca

Kultura Dostępna / krytyk poleca

Krytyk filmowy i teatralny Łukasz Maciejewski co tydzień będzie Państwu polecał najnowsze propozycje filmowe w ramach Kultury Dostępnej.

WSZYSTKIE NIEPRESPANE NOCE

Za chwilę świt. Za godzinę, albo dwie zacznie się przejaśniać, ale w bohaterach "Wszystkich nieprzespanych nocy" Michała Marczaka jest mrok. Ciemność. O czwartej nad ranem nie chce się opowiadać o polityce, muzyce, nawet o dziewczynach. Skończyły się tak zwane atrakcyjne tematy, przesilenie, zmęczenie wszystkim, może najbardziej sobą. Krzysiek powie wtedy przyjacielowi, ale takiemu w rodzaju "raz na zawsze", że się nim rozczarował, przestał mu wierzyć. Usłyszy że ten drugi, Michał, czuje w zasadzie to samo. Widzi w kumplu egocentryka, egoistę, mitomana. A dar przyjaźni to przecież zupełnie coś innego. Milczenie, mrok, cięcie montażowe. A dookoła chłopców Warszawa jak z tysiąca i jednej nocy. Warszawa osiemnastoletnia, wyzwolona, krótkowzroczna i zagubiona.

To jedna z najlepszych scen w filmie, który grzeszy pychą. Za dużo w nim popisu, za mało naturalności, ale gdybym miał doradzić, czy warto "Wszystkie nieprzespane noce" obejrzeć, odparłbym bez wahania. Warto, bez wątpienia.
Michał Marczak to talent z piekła rodem. Ma swój styl, kontynuuje drogę którą obrał we wcześniejszych filmach, z "Fuck for forest" na czele. Fabuła jest dla niego dokumentem, z którego wypadło spoiwo nadrzędne: naturalność. Marczak nie chce żeby łże-dokument był naturalny, ma w nosie dekalog polskiego dokumentalisty, nie w głowie mu szkoła Karabasza. Tworzy własną szkołę, na wzór amerykańskiego kina niezależnego, spod znaku Solondza, Korine'a czy przede wszystkim dawnego Jarmuscha. W jego filmie życie udaje kino, a kino stara się nadążyć za życiem. Szkopuł w tym, że ten znakomicie pomyślany, wspaniale zaaranżowany wizualnie film nie ma bohaterów za którymi można by podążyć w nieznane. Rozumiałem Krzyśka i Michała, kiedy rozmawiali o swojej przyjaźni, ale nudzili mnie wypełniającą całą resztę filmu paplaniną o wszystkim i niczym. Dziwny przypadek: kino ważniejsze od bohaterów, film któremu przeszkadzają postacie. Ale mimo wszystko wciąż bardzo wartościowe kino.

Łukasz Maciejewski - filmoznawca, krytyk filmowy i teatralny. (foto: Marcin Oliva Soto)
Członek Europejskiej Akademii Filmowej, Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych ("AICT") oraz Federacji Krytyków Filmowych ("Fipresci"). Dyrektor programowy festiwalu "Kino na Granicy" w Cieszynie. Wykładowca na Wydziale Aktorskim w Szkole Filmowej w Łodzi. Autor wielu książek ("Przygoda myśli", "Aktorki. Spotkania", "Wszystko jest lekko dziwne", "Flirtując z życiem"), stały współpracownik kilkunastu czasopism, ekspert Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, telewizji HBO, stały komentator "Tygodnika Kulturalnego" w TVP Kultura. Laureat wielu nagród i wyróżnień dziennikarskich: między innymi statuetki "Uskrzydlony", "Dziennikarskiej Weny" oraz "Złotej Róży" za "nową jakość w krytyce filmowej". W 2015 opublikował tom esejów "Aktorki. Portrety"